#12 Żniwo - Neal Shusterman



"Udanego kłamstwa nie tworzy kłamca, tylko gotowość słuchacza do uwierzenia w nie."


Trzecia, ostatnia część cyklu 'Żniwa śmierci" niesamowitego Neala Schustermana.
Zdecydowanie najdłuższa bo obejmuje prawie 700 stron czystej radości dla każdego fana tej serii.
W zgodzie ze swoim serduszkiem muszę stwierdzić, że nasłabsza -co w cale nie oznacza, że zła, chociaż troszeczkę przegadana. Nie mamy tutaj spektakularnych tweestów do jakich przyzwyczaiły na części poprzednie, ale osobiście uważam, że ta część powinna i skupia się na pięknym i sensownym dopełnieniu, uhonorowaniu każdego z plotu i każdego bohatera. Domknięciu niesamowitej przygody jaką przeżyliśmy w nieśmiertelnym świecie.

Żniwo zgrabnie domyka nam wszystkie wątki które pojawiły się na przestrzeni całej serii, dostajemy ładne zakończenie Citry, Rowana, Graysona, Tonistów, Goddarda, Rand, Thunderheada, kosiarza Faradaya a nawet ludzkości i muszę przyznać, że to było moje spore zaskoczenie, bo czytając książkę nie mogłam zajść w głowe jak to jest możliwe, że dostaniemy jakieś sensowne rozwiązanie fabuły kiedy jesteśmy na 100 stron przed końcem a tu jeszcze nic nie wiadomo. Jednak już zdążyłam się przekonać na przestrzeni tej serii, że Neal to jest jakiś geniusz i ma niezłą głowę do pisania. Faktycznie przez ostatnie 100 stron domyka nam się dosłownie wszystko. Nie jest to tak spektakularne zakończenie jak w przypadku poprzedniej części ale warto się zastanowić czy musiało takie być? To jest ksiażka kończońca serie wiec tutaj ma się nam wszystko ładnie zawiązać a historia nie koniecznie musi nam sprzedawać clifhangery. 

Jeśli chodzi o podsumowanie ostateczne postaci w końcu mogę powiedzieć, że Citra i sposób w jaki była przedstawiana przez całą serie mnie nie miłosiernie irytowała. Bardzo jestem daleka od sympatyzowania z motywem "wybrańca" jeśli tak to w ogóle można nazwać, przez całą historię cały czas ktoś jej pomagał i wydaje mi się, że naprawdę w tym wszystkim co jej się przydażało nigdy nie była sama, zawsze był ktoś gotów rzucić jej się czy to na ratunek czy to do pomocy bo to kosiarz Anastazja i wszyscy widzieli w niej jakieś super hero nie koniecznie rozumiem dlaczego. W sensie rozumiem, ale to jest trochę naciągane jak dla mnie.  

Dużo bardziej sympatyzowałam z Rowanem, ktorego głownie było mi szkoda i przy którego historii czułam nie słabnącą frustracje na los jaki go spotkał. Rował ze wszystkim zmagał się sam, od samego początku miał rzucane kłody pod nogi i śmiem twierdzić, że wielokrotnie dosięgała go niesprawiedliwość, która naprawdę powodowała we mnie wrzenie. Sam Rowan jako postać jest mi bliższy i po mimo błędów jakie popełnił, ciężko mi było go nie polubić i z nim nie symatyzować. Miałam uśmiech na twarzy czytając jego uhonorowanie w tej części, czując satysfakcję, że w końcu po tym wszystkim co go spotkało - otrzymał to na co definitywnie zasłużył. 

Greyson od początku wydawał mi się spoko ziomek i cieszę się dla niego, że dostał takie zakończenie jakie dostał, po mimo iż sama pewnie pokierowałabym go inaczej. Jedna z moich ulubionych postaci.

Co może wydawać się zaskakujące - koniec końców, największej satysfakcji dostarczyła mi historia kosiarz Rand bo przez całą historię czułam podskórnie, że koniec końców, jest po prosu kobietą.  

Pojawiła się nowa postać Jeri, która szczerze mówiąc nie porwała mnie jakoś specjalnie, mimo, iż zdążyłam zauważyć, że wielu czytelników z nią(nim) sympatyowało, na mnie nie wywarła jakoś piorunującego wrarzenia, była dobra i oddana ale nie porwała mnie jakoś. 

Faraday w tej części to trochę stary dziad nie przypominający w niczym Faradaya z "Kosiarzy". 

Goddard jest Goddardem, co tu dużo mówić, on się nie zmienia. 

Samego zakończenia się nie spodziewałam, to co stało się z kosodomem było zaskakujące jak dla mnie pozytywnie, to co stało się z przynajmniej częścią ludzkości takie "do zaakceptowania" ale ja bym w tę stronę nie szła. 
Tego czego nie można odmówić tej książce jest pomysłowość fabuły i fakt, że jest doskonałą metaforą ludzkości. Jeśli spojrzeć na nią głębiej, niesie ze sobą przesłanie i przestrogę, jest naprawdę wielowymiarową powieścią o naturze człowieka. 
Jestem mocno usatysfakcjonowana tym co dostałam, z pewnością skuszę się na ekstrasa w postaci czwartej częci "Pokłosie" z historiami z Kosodomu. Wdzięczna za czas spędzony ze "Żniwami Śmierci" nie mogę doczekać się kiedy sięgnę po "Pokłosie" i z czystym sumieniem, pożegnam się z kosiarzami już tak „na zawsze”.

Mimo wszysko będę tęsknić za bohaterami i tą serią, bo naprawdę dostarczyła mi radości, była kolejnym pięknym dowodem na to, że fantastyka jednak też jest dla mnie. A autor? Chciałabym poznać szerzej twórczość Neala Shumermana, szczerze mnie zainteresował swoją pomysłowością i stylem tworzenia. Jeżeli wszyskie jego książki są tak ja ta seria - dude, I love you.

Zachęcam mocno do sięgnięcia po tę serie, do zanurzenia się w tym niezywkłym świecie przy którym zapomnicie o tym w którym żyjecie.


Komentarze