#33 Krew & miód - Schelby Mahurin
"Pójdę za Tobą w ciemność i przyprowadzę Cię z powrotem."
Na pierwszą część tej historii, natknęłam się całkowicie przypadkiem. Nie wiedziałam za co się biorę i czego się spodziewać. Zakochałam się w "Gołębiu i wężu" bardzo szybciutko. Głównie przez humor, bohaterów których ciężko było nie polubić, ciekawą chociaż prostą fabułę i łatwy język opisujący wydarzenia w pierwszym tomie. Moje oczekiwała po tej książce były ogromne. Bez żadnych wątpliwości kupiłam "Krew i miód" pełna nadzieji, że druga część utrzyma poziom pierwszego.
No i niestety...
Omawiana dzisiaj książka - i mówię to z ogromnym bólem serca - cierpi na niesławny syndrom drugiego tomu. I dla jasności - nie chce przez to powiedzieć, że jest absolutnie tragicznie. Nie jest, po prostu widać bardzo mocną różnice w poziomie pierwszej i drugiej części. Trochę zarzutów do kontynuacji się uzbierało ale plusy też się znajdą.
Pierwsze o czym chciałam wspomnieć i co zabolało mnie najbardziej to, to co się stało z bohaterami. To nie są te same postacie, które poznaliśmy w części pierwszej. Największe różnice, może zauważyć przy głównej bohaterce i przy Coco.
Lou, która urzekała nas swoim humorem, swoim nieokiełznanym spontanicznym zachowaniem i specyficzną osobowością, tutaj zawędrowała w złą stronę. Jest irytująca i to bardzo w byciu sobą. Jest aż nad to pewna siebie, zagubiona, trochę niezrównoważona odważyłabym się stwierdzić.
Coco zaś, która jawiła nam się jako taka pewna siebie kusicielka tutaj jest po prostu nijaka.
W ogóle postacie drugoplanowe, nie odgrywają w tej części jakiejś specjalnej roli. One po prostu są. Każde z nich ma do powiedzenia po pare zdań i ich głównym zadaniem jest po prostu być. Być jak piękne eksponaty na półce w sklepie z antykami.
Postacią, która jest chyba najbardziej wierna swojemu pierwowzorowi jest Reid. Ale zaś ta postać jest zanieczyszczona przez zachowanie Lou. Autorka tak nakierowuje czytelnika, aby po mimo wszystko kibicował głównej bohaterce co jest po prostu niemożliwe, przez jej niedorzeczne zachowanie. Reid pozostaje sobą, chociaż odniosłam wrażenie, jakby było nam sugerowane po przez narracje, jakoby było to coś złego. W moim odczuciu nie było i pozostaje on moją ulubioną postacią tej części. Wierny sobie, swoim przekonaniom i wierny swojej żonie.
Chemia, tak mocno wyczuwalna i tak dobrze działająca między głównymi bohaterami w pierwszej części, tutaj po prostu zanika. Wychodzą na jaw różnice charakterów, które ewidentnie zaczynają im ciążyć. Sama fabuła skupia się za zbieraniu sojuszników w walce z okrutną Morgan i szczerze mówiąc nie jest to jakoś bardzo absorbujące. Suspens finałowych scen nie wybrzmiewa jak dla mnie w sposób w jaki powinien. Humor też tu leży. Lou jest bardziej bezczelna niż zabawna w tej części.
I jestem tak bardzo zła na ten tom. Tak zła na autorkę, że poszła w tę stronę. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że aż tak można spaprać tak dobrze zapowiadającą się historię.
Z plusów chciałam nadmienić, że na szczęście jest jeszcze trzecia część, która być może ( mam ogromną nadzieję ) okaże się być lekarstwem. Pod koniec książki, sytuacja się trochę zmienia. Końcówka jest nieco lżejsza i czytało się to trochę lepiej. Dlatego nie kładę krzyżyka na tę serię i przeczytam, z takim samym zapałem jak część pierwszą "Bogowie i potwory". Trzymam mocno kciuki aby się nie zawieść pełna nadzieji, że to było tylko małe potknięcie.

Komentarze
Prześlij komentarz