Boże, Beata! - Mateusz Glen

"Aż mi krew z żylaków odpłynęła z wrażenia" 

Osobiście jestem wielką fanką postaci Tej jednej ciotki, stworzonej przez fenomenalnego Mateusza Glena.  Poczynania kobieciny możecie śledzić na jego profilu na instagramie. Dla tych którzy jeszcze się z ciotką nie poznali - zachęcam mocno aby zrobili to w tym momencie! 

"Boże, Beata!" jest powieścią zdecydowanie komediową i karykaturalną. Akcja rozpoczyna się w momencie w którym ciotka udaje się do Ciechocinka, aby w sanatorium "Bursztynek" podleczyć swoje zdrowie. W pociągu poznaje rudowłosą Elwirę, która na pozór zwyczajna, ma swoje drobne dziwactwa, co oczywiście nie umyka uwadze ciotki. Po dotarciu na miejsce, wychodzi na jaw, że Elwira jest słuchajcie również bizneswoman. Jej biznes jednak nie do końca  przypada do gustu głównej bohaterce. Węszy ona tutaj coś, co zdecydowanie nie pachnie niczym niedzielny obiadek - raczej jak zepsute śledzie. No i chcąc nie chcąc, ciotka wdaje się w dochodzenie, którego efekt zaskoczy za równo czytelnika jak i ją samą. 

Akcja na dobre rozkręca się dopiero jakoś w połowie książki, ale zanim dobrniemy do tego miejsca, mamy sporo czasu na pobycie z ciotką. Pośmianie się z jej anegdotek, specyficznego sposobu bycia i zabawnych uszczypliwości. Jeżeli ktoś jest zaznajomiony z jej postacią w internecie, z łatwością może wyobrazić sobie ciotkę we wszystkich opisanych sytuacjach i dostarcza to świetnej zabawy. Osobiście doceniam, że Mateusz w tej książce umieścił informację o tym, jak odszedł Stasiek - i wykorzystał ku temu prawdziwe zdarzenie jakie miało miejsce paręnaście lat temu w Polsce. To był taki moment kiedy poczułam, że autor kreując świat przedstawiony, naprawdę ma na niego pomysł i jeszcze bardziej urzeczywistniało mi to uniwersum. Cieszę się, że znalazło się też miejsce dla Maślakowej. W końcu mamy realny dialog między sąsiadkami i ten moment po prostu mnie pokonał - to jest złoto. 

Ta książka to doskonałe uzupełnienie tego co możemy obserwować w internecie. Mateusz świetnie zachował postać ciotki również na kartkach powieści. Dodam jeszcze, że możecie zapoznać się z treścią "Boże, Beata!" w formie audiobooka, a czyta sam autor. Oddaje to jeszcze lepiej ducha postaci, no bo przecież kto lepiej zagra ciotkę jak nie sam Mateusz. Ja bawiłam się świetnie i każdemu, kto tak ja ja jest fanem ciotkowego świata, polecam bardzo mocno tę książkę. Nie będziecie żałować. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#19 Wszyscy byliśmy za młodzi - Maria Lichoń

#27 Jak człowiek staje się mordercą - Richard Taylor