#1 Colliding Lies - Martyna Keller
"Fakt, że jesteś w stanie, przywołać mnie do siebie najcichszym zostań, a ja zrobię to bez mrugnięcia okiem. Spójrz na mnie i nie mów, że nie jesteś w stanie tego dostrzec. Tego, jaki wpływ na mnie wywierasz."
"Colliding Lies" jest pierwszą część dylogi "Lies" i mogę zapewnić Was, że napisana przez Martyne Keller historia zabierze was na szaleńczy, emocjonalny rollercoaster.
Warto też na wstępie zaznaczyć, że nie jest to książka przeznaczona dla osób poniżej 18 roku życia i zawiera brutalne opisy przemocy oraz nadużyć.
Historię rozpoczynamy wraz z główną bohaterką i wspomnieniem jej przeszłości, kiedy to jeszcze była podopieczną sierocińca. Marigold to postać zdecydowanie zasługująca na współczucie, budząca ogromne dozy empatii. Trudy jakich doświadczyła w życiu, za równo młodzieńczym jak i teraźniejszym sprawiają, że są momenty, że aż chciało by się ją przytulić i pocieszyć bo tak nam jet jej szkoda. Pomimo towarzyszących jej traum z przeszłości i strachu przed tym co może ją w związku z tym spotkać teraz, walczy o swoje lepsze jutro i stara się żyć normalnie, co w miejscu do którego trafia - na bronx - nie jest najłatwiejszym zadaniem. Tym bardziej, że jest osobą której szczęście nie dopisało, pozwalając jej przypadkowo zauważyć coś, czego widzieć nie powinna.
Warto też na wstępie zaznaczyć, że nie jest to książka przeznaczona dla osób poniżej 18 roku życia i zawiera brutalne opisy przemocy oraz nadużyć.
Historię rozpoczynamy wraz z główną bohaterką i wspomnieniem jej przeszłości, kiedy to jeszcze była podopieczną sierocińca. Marigold to postać zdecydowanie zasługująca na współczucie, budząca ogromne dozy empatii. Trudy jakich doświadczyła w życiu, za równo młodzieńczym jak i teraźniejszym sprawiają, że są momenty, że aż chciało by się ją przytulić i pocieszyć bo tak nam jet jej szkoda. Pomimo towarzyszących jej traum z przeszłości i strachu przed tym co może ją w związku z tym spotkać teraz, walczy o swoje lepsze jutro i stara się żyć normalnie, co w miejscu do którego trafia - na bronx - nie jest najłatwiejszym zadaniem. Tym bardziej, że jest osobą której szczęście nie dopisało, pozwalając jej przypadkowo zauważyć coś, czego widzieć nie powinna.
Williard z kolei to ktoś kogo raczej ciężko polubić. Jego wynikająca jak na początku może się wydawać z czystego przypadku niechęć i sposób w jaki traktuje swoją sąsiadke budzi zarówno ciekawość jak i niechęć do głównego bohatera, może nawet strach? Z czasem jednak, podąrzając za fabułą, dowiadujemy się szczegółów, które mogą zmienić sposób postrzegania Willa ale czy go usprawieliwić? Williard jest mroczny, Williard jest niezrozumiały i jako człowiek - trudny, ale głupi na pewno nie jest, bo biorąc sobie jako cel - za wszelką cenę odstraszyć Marigold i utrzymać ją z daleka od swoich prywatnych spraw, posuwa się do rzeczy bezwdględnych a jednak w całym tym absurdzie - przemyślanych.
No i jest jeszcze mały Rhodes, bratanek Willa i prawdziwe światełko tej historii. Sześciolatek daje nam urocze ciepełko którego chcemy się blisko trzymać przebywając w miejscu gdzie przyszło nam obcować w tej historii. Chłopiec ten rozczula nas swoją osobą, wywołuje uśmiech na twarzy i niejednokrotnie rozbawia.
Dobrze poprowadzona fabuła, długie - choć nie za długie opisy tego co czuje główna bohaterka, pozwalają dobrze wczuć się w jej postać, zrozumieć ją i po prostu zindentyfikować się z nią emocjonalnie. W ogóle sam styl pisania jest bardzo mocno na plus. Nie doświadczymy tu przesadnie rozwleczoncyh scen, akcja idzie w odpowiednim dla siebie tempie, pozwalając czytelnikowi nie stracić zainteresowania historią a jednocześnie dokładnie zilunstrować otoczenie i bohaterów. Jak trzeba przyspieszyć - to przyspiesza, jak trzeba troche zwolnić - to zwalnia, ale za nic w świecie nie pozwala nam się znudzić.
Sposób w jaki książka jest zbudowana - co jakiś czas autorka umieszcza rozdziały mówiące nam o przeszłości Marigold, dzieki czemu to co dzieje się w teraźniejszości, może wydawać się jeszcze bardziej depresyjne i ciężkie do uniesienia a my jeszcze bardziej chcemy Marigold przytulić mocno do siebie. Osobiście uważam, że jest to fajny zabieg, bo troche odrywa nas od historii, daje odskocznie co moim zdaniem jeszcze bardziej popycha czytelnika do podążania za fabułą - no bo przecież chcemy wiedzieć co tam się wydarzy za moment w czasie teraźniejszym.
Świetnie opisane miejsce akcji, ponieważ czytając opisy Bronxu autentycznie można poczuć strach z obcowania w tym miejscu i niebezpieczeństwo czychające za rogiem. Tutaj nie udajemy, że jest kolorowo są stare zapyziałe budynki, czuć zapach wilgoci na klatce, jest ciemno, szaro, ponuro, beznadziejnie.
Ta książka która zawiera w sobie wiele opisów tokstycznych zachowań, trochę budowała ze mną podobną relację. Czytając ją miałam wrażenie jakbym autentycznie tworzyła relacje w której daje się coś tylko po to aby zaraz to odebrać. Ile kroć zbliżałam się do punktu, który myślałam że jest punktem dolecowym, historia robiła twist. surprise - wracamy do punktu wyjścia. Tak jak Williard manipulował Marigold tak Colliding Lies manipulowało mną. Ile razy odkładałam ksiażkę przed siebie bo już nie mogłam dużej czytać z nadmiaru towarzyszących emocji, tyle samo razy dosłownie po chwili wracałam do niej znowu. Wchodząc w tę książkę, nie potrafiłam się zmusić aby odłożyć ją na bok i dać sobie czas na oddech, musiałam ją czytać aż nie doczytam do końca, a kiedy dobrnęłam do końca długo nie mogłam z tej histori wydostać się myślami.
Ta historia dała mi ogrom emocji których nawet nie spodziewałam się dostać i polecam ją - polecam bardzo mocno, aczkolwiek sugerowałabym ją czytać raczej w momencie, w którym nie zmagamy się z żadnymi trudnościami i czujemy się po prostu sami ze sobą dobrze.
Autorka odwaliła tu kawał dobrej roboty i ogromne klap klap klap dla niej.
Komentarze
Prześlij komentarz