#5 Fragile Lies - Martyna Keller



"Nie jesteśmy sobie pisani. Nie jesteśmy bratnimi duszami, ale chcemy sobie wmawiać, że tak jest"

Drugi i ostatni tom dylogii "Lies". Wracamy do świata Marigold i Williarda, na ciemny, szary, brudny i przepełniony niebezpieczeństwem Brooklyn. 
Poprzednia część zakończyła się aresztowaniem Williarda i z tego samego punktu zaczynamy kontynuację ( pomijając prolog w którym to Will wiedzie prym). 
Marigold oczekuje powrotu Wiliarda z więzienia, nie wiedząc kiedy to nastąpi, w tym samym czasie zajmuje się małym Rhoedosem. Do tego w między czasie traci pracę za sprawą swojego byłego już przyjaciela Alexa i staje przed koniecznością poradzenia sobie ze swoją przytłaczającą rzeczywistością. Nie jest łatwo, zwłaszcza, że do tego wszystkiego Marigold w dalszym ciągu śni koszmary o swojej przeszłości związanej z Maverickiem. W ogóle w tej części poznajemy pełen kształ historii jaka wydarzyła się między Marigold a Maverickiem i w sumie tak jak można się było tego spodziewać, rani ona do bólu. 

Po raz kolejny mamy okazję uśmiechać się przy momentach. których pojawia się nasza małe słonko
- Rhoedos. Ten chłopiec naprawdę dostarcza radości i rozczula, sprawia, że rozpływamy się w ciepełku jego postaci. Jeśli chodzi o niego - akurat tutaj nic się nie zmieniło, w bardzo pozytywnym sensie.   

Szczerze mówiąć, czytając tę książkę, spodziewałam się naprawdę depresyjnej i ciężkiej historii i po mimo wszelakich trudów z jakimi zmaga się główna bohaterka, które opisałam powyżej, mimo wszystko jakoś do połowy historii miałam takie poczucie, że no kurcze "jest zbyt kolorowo" jak akuratnie na tę serię. Williard wraca do Goldie, są ze sobą, szczęśliwi, że mogą być razem i w ich dziwacznym rozumowaniu obdażają się "miłością", wszystko wydaje się zmierzać w kierunku wymarzonego wyjazdu do Colorado i miałam takie podskurne "no coś tu jest nie tak" ale... do czasu... 
Do czasu...bo mniej więcej w połowie książki mamy BUM i ostrą jazdę bez trzymanki. Od tamtej pory dzieje się po prostu wszystko co najgorsze, autorka pojechała po bandzie konretnie i naprawdę, wszystko co mogło wydarzyć się źle, wydarzyło się źle.
Tam już nie ma listości, jest beznadzieja totalna. Jedziemy z górki w doł i w dół i w dół aby strzeczyć się z dnem, roztrzaskać się emocjonalnie i nie pozbierać się nigdy. 

Po raz kolejny autorka wkłada w tą książkę serce i tak wiele emocji których po prostu nie da się nie poczuć. Czujesz wszystko to co czują bohaterowie z którymi przemierzasz strony tej książki. 
Czujesz ból Marigold związany ze wszystkim co ją spotyka i czujesz desperacje Willa próbującego uchronić ją od cierpienia. Jeśli chodzi o Willa to w tej części jest to zupełnie inna osoba, próbuje walczyć ze swoimi demonami, stara się jak tylko może i jest do granic możliwości opiekuńczy. Można uznać, że zrekompensował się za pierwszą część. Możemy powiedzieć, że dla tej dziewczyny jest gotowy dosłownie zabić.
Chciałabym też wspomnieć o tym, jak odczuwalna dla czytelnika była więź między bohaterami, mimo, że oni sami zaprzeczają temu aby nazwać to "miłością", ciężko im uwierzyć, że nią nie jest. Naprawdę odnosiłam wrażenie, że są to dwie równie samotne dusze, należące so siebie nawzajem, które odnalazły sie aby w zrozumieniu pokonać wszelkie przeszkody. Ich duet tutaj bardzo działa. 

Uważam, że po mimo tego, że chciałabym zostać z naszymi bohaterami dłużej, autorka bardzo dobrze zrobiła zamykając historie w dylogii a nie trylogii. Wszystkie wątki zgrabnie i bez wymuszenia się domykają, nie są przeciągnięte, tempo utrzymane w stężeniu nie pozwalającym się od tej ksiażki oderwać- znowu! 
Myślę, że gdyby była by to trylogia, wszystko by się rozlazło a tak dostajemy naprawdę dobrze dopracowaną historię - która, no cóż, przede wszystkim wzrusza, wzrusza i to bardzo, bardzo mocno bo muszę się przyznać, przy czytaniu ostatnich rozdziałów - płakałam jak bóbr. Wyłam do tej książki po prostu. Nie mogłam powstrzymać łez. Ta historia dociera w nagłębsze zakamarki głowy i duszy i jest po prostu doskonała. Fabuła jest dopracowa, historia z sensem, prawdziwi bohaterowie, bardzo dobrze zarysowane relacje, emocje, uczucia, wszystkie przeżycia, O MÓJ BOŻE. UWIELIAM TE SERIE ! Jest mocna, wyróżnia się, zapada w pamięć. NO KOCHAM.

Czekałam na tę kontynuacje naprawdę długo i niecierpliwie, najpierw na premiere a potem na dostawę, rzuciłam się na książkę od razu jak tylko otworzyłam pudełko z zamówieniem, przeczytałam w półtorej dnia. Było warto. 
Ta seria trafia do spacjalnego miejsca w moim serduszku i na osobistą listę top przeczytanych książek.

Ogromne chapeau bas Martyna. Chapea bas. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#19 Wszyscy byliśmy za młodzi - Maria Lichoń

#27 Jak człowiek staje się mordercą - Richard Taylor

Boże, Beata! - Mateusz Glen