#13 Lepiej niż w filmach - Lynn Painter

 


"- Ona nie jest Tobą. 
-Co?
-Ona. Nie. Jest. Tobą."

Chyba nie przesadzę mówiąc, że jest już to kultowa książka młodzieżowa, która po mimo tego, że miała premierę w roku 2022, mam wrażenie, że nie traci na swojej popularności a tylko zyskuje na skutek hymm? Może po prostu faktu, że jest doskonała i naprawdę, nie przesadzam. Nie bawiąc się w zbytnie ceregiele - kto jej nie czytał, natychmiastowo powinien po nią sięgnąć. 

"Lepiej niż w filmach" jest zdecydowanie top of the top książek napisanych przez Lynn Painter o której kiedyś chyba pokuszę się aby napisać osobny post bo cóż, trochę ją kocham. 

Nie było to je pierwsze spotkanie z Lynn i szczerze mówiąc po wcześniejszych przygodach z autorką nie spodziewałam się, że może mnie zaskoczyć jeszcze bardziej niż dotychczas - i nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, że jest twórczość była dla mnie jakaś nudna i mało zaskakująca o nie, nie - po prostu poziom trzymany przez autorkę wydawał mi się stale wysoki, że nie spodziewałam się aby coś mogło wybić się ponad i tak genialną twórczość Amerykanki, aż tu niespodziewanie trafia mi w ręce "Lepiej niż w filmach" no i bach, przepadłam. 

Historia z motywem enemies to lovers. 

Dwójka sąsiadów - Liz Bouxbum i Wes Bennet znają się od dzieciństwa, nigdy jakoś specjalnie za sobą nie przepadli, dzisiaj toczą walki o miejsce parkingowe przed domem każdego z nich. Do szkoły powraca Michael, młodzieńczy crush Liz, któremu jako niepoprawna romantyczka postawia subtelnie uświadomić, że są sobie pisanie i to na nią czekał całe swoje życie, postanawia sprawić aby dostrzegł w niej miłość swojego życia, tak jak to w zwyczaju się w filmach romantycznych dzieje i spełnić swoje marzenie o wybraniu się na bal licealny z chłopakiem swoich snów, postanawia podpisać pakt z diabłem - w tej roli wspomniany już wcześniej Wes Bennet ( który wcale takim diabłem nie jest) kumpel Michaela, największa zmora Elizabeth. Oferuje mu kuszącą propozycje nie do odrzucenia w zamian za zbliżenie się dzięki Wesowi do Michaela. Od tej pory, dwójka bohaterów stają się partnerami "w przestępstwie" ale z czasem okazuje się, że nie wszystko idzie tak jak Liz sobie wyobrażała bo ten Wes, to on w sumie nie jest taki zły jak zawsze myślała. 

Bohaterowie są absolutnie prawdziwi i cudowni w swoich kreacjach, Liz jest totalną i typową romantyczką, lubuje się w zwiewnych sukienkach w kwiaty, ogląda romanse, wierzy w miłość aż po grób i daje sobie rękę prawą uciąć, że wiele dziewczyn łatwo może się z nią utożsamić a Wes? Wes jest absolutnie cudowny, jest to mój absolutny crush jeśli chodzi o postacie fikcyjno-literackie, on jest po prostu idealny w byciu sobą, ale nie w taki wymuszony i przerysowany sposób. Naprawdę czytając tę książkę odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z postaciami rzeczywistymi, które jak najbardziej mógłby by istnieć w realnym życiu. Z którymi wręcz chcemy się zakumplować.

Historia jest totalnie do uwierzenia, mamy bardzo dużo nawiązań do komedii romantycznych co pozwala nam wierzyć, że autorka wie o czym pisze ( z resztą sama deklaruje się jako niepoprawna romantyczka ), dialogi są i zabawne i prawdziwe co naprawdę trzeba docenić bo na papierze dużo trudniej jest uzyskać efekt realizmu w tej kwestii, historia jest ciekawa i polewa nasze serduszka słodkim miodem, otula nas cieplutkim kocykiem i jeszcze w dodatku wywołuje uśmiech na twarzy. 

Nie kłamiąc, książkę przeczytałam raz, ale audiobook towarzyszył mi parokrotnie czy to przy bieganiu czy przy podróżach autobusowych do pracy kiedy cierpiałam gdy moje auto czekało u mechanika na naprawdę. Uwielbiam tę historię mimo, że na pierwszy rzut oka ktoś mógł by pomyśleć, że ma banalny koncept, o nie, nie, ona jest naprawdę dobrze napisana, świetnym stylem, z ogromną fantazją i przeogromnym sercem do fabuły i bohaterów. 

Naprawdę ciężko, bardzo ciężko jest nie polubić głównych bohaterów i tyle o ile Liz może czas wzbudzić w nas frustrację ( co wydaje mi się być zabiegiem zamierzonym ) tak Wes - o bosh, nie oszukujmy się, wszyscy kochają Wesa dobra? 

Nawet jeśli bardzo, ale to bardzo chciałabym się przyczepić tutaj do czegoś - to naprawdę nie mogę, to jest taka 100% polecajka i najpiękniejsze jest to, że po mimo iż jest to literatura młodzieżowa slash Young adult, to naprawdę krzywda się nikomu nie stanie jeśli się po nią sięgnie a nie jest się jej targetem. Tutaj nie ma co rozdzielać komu polecać, komu nie - wszyscy jak najbardziej mogą przeczytać tę książkę i jestem niemal pewna, że będą się przy niej świetnie bawić. 

Kocham Wesa, uwielbiam Liz a Lynn Painter, no cóż, jest totally Quinn w swoim fachu. Żadna z jej książek nie zostaje przeze mnie pominięta i chyba przy żadnej innej autorce nie śmieje się tyle, ile śmieje się przy niej. Ona jest taką guilty plasure wszystkich i z czystym sumieniem - polecam KA-ŻDE-MU. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#19 Wszyscy byliśmy za młodzi - Maria Lichoń

#27 Jak człowiek staje się mordercą - Richard Taylor

Boże, Beata! - Mateusz Glen