#26 Córka dymu i kości - Laini Tylor

 


"Magia ma swoją cenę. Jest nią cierpienie."

Okej, powiem szczerze, że przez większą część książki byłam przekonana, że nie będę wstawiała nigdzie recenzji tej książki i że niestety ale mnie nie porwała. Działo się tak głównie z tego względu, że przez pierwszą połowę nie mogłam pojąć absurdów dziejących się w tej książce - i nie, nie chodzi mi o to, że świat jest wyimaginowany, że mi się nie podobał i dlatego jest absurdalny. Było w niej coś co mnie skutecznie odpychało i była to relacja głównej bohaterki z jej przyjaciółką i kreacja "rzeczywistego" świata. Tam dialogi i fabuła po prostu ( dla mnie ) leżała i kwiczała, wszystko było dla mnie odpychające. Nawet początek relacji Karou i Akivy był taki - hę? 

Ale ! 

Ale muszę oddać honor tej książce bo w momencie kiedy na dobre wchodzimy do magicznego świata chimer i aniołów, i kiedy zostaje nam przedstawiona retrospekcja wyjaśniająca to wszystko co była dla mnie takie nie do uwierzenia, spinająca całość do kupy, kiedy zbliżamy się do zakończenia - wow. Wow, wow, wow. 

Wszem i wobec ogłaszam, że warto było czekać. Pomyliłam się w ocenie rozczłonkowując tę historię, bo gdy spojrzymy na całokształt jako dzieło - jest naprawdę dobrze. 

Akcja dzieje się trochę w Pradze, trochę w magicznym sklepie za portalem, trochę w Marakkeshu. Wszystkie te czynniki łączy Karou. Dziewczyna wykonująca zadania - przynosząca wszelkiego rodzaju zęby dla swojego oddanego mentora i opiekuna - chimery Brimstona. Na codzień zaś uczy się w szkole artystycznej i oddaje się pasji szkicowania. Ma niebieskie włosy - bo takie chciała i przyjaciółkę Zuzannę. Na pozór wydaje się być całkowicie normalna, Zuzanna po mimo dociekań gdzie Karou nagle znika a potem wraca na przykład z Malarią, nie dowiaduje się co tak naprawdę jej przyjaciółka robi kiedy nie siedzi na zajęciach albo w ulubionej tawernie. 

Po drugiej magicznej stronie, po za oczywiście stadem chimer jest anioł - Akiva. Anielsko piękny, którego zadaniem jest wytropić wszystkie magiczne portale aby położyć kres odwiecznej wojnie aniołów i chimer. 

Spotyka ją całkiem przypadkiem podczas jednej ze swoich misji, pomijając jego pierwotnym odruch unicestwienia dziewczyny, czuje... coś. I mogło by się wydawać, że jest to jakieś proste romansidło. Spłaszczone enemies to lovers i te sprawy. Szczerze mówiąc ja tak właśnie myślałam, no bo sorry, gość widzi dziewczynę pierwszy raz i z marszu stwierdza, że jest ultra wyjątkowa.  Właśnie przez takie "proste" zabiegi nie mogłam zrozumieć, dlaczego ta książka jest aż tak dobrze oceniana przez czytelników? 

No ale...tutaj naprawdę wszystko dostaje piękne wyjaśnienie w drugiej części tej książki. Wszystko staje się jasne. Jak jakieś olśnienie. Ta historia ma naprawdę wiele rumieńców. Świat - magiczny - jest mega interesująco przedstawiony. Autorka bardzo kreatywnie podeszła do zadania i stworzyła uniwersum tak bogate i nietuzinkowe, że naprawdę ukłony. 

Nie dociągnięcia są i żeby to było jasne, że są. Pierwsza część tej książki naprawdę mnie zmęczyła. Najbardziej zmęczyło mnie czytanie dialogów między Karou a Zuzanną bo były bardzo miałkowe. W sensie, nie wierzyłam w tę postać i w tę relację jakoś. Również dynamika, która nie napędzała za wiele. Ale cieszę się. Cieszę się, że dotarłam do momentu kiedy wszystko odwróciło się o 180 stopni i nabrało tępa sprintera. 

Bardzo lubię kiedy książka mnie zaskakuje, jeszcze bardziej lubię kiedy robi to mądrze i umiejętnie, a "Córka dymu i kości" to zrobiła. Czuje się bardzo pozytywnie oszukana. 

Dlatego oceniając całokształt jako propozycja dla fanów fantastyki i odrealnionych światów - tak, sięgajcie śmiało. I piszę to z czystym sumieniem, pokonana i jakże miło zaskoczona. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#19 Wszyscy byliśmy za młodzi - Maria Lichoń

#27 Jak człowiek staje się mordercą - Richard Taylor

Boże, Beata! - Mateusz Glen