#29 Instytut - Stephen King


"Trzeba zostać uwięzionym, żeby w pełni zrozumieć, czym jest wolność"

"Instytut" trafił w moje ręce już jakiś czas temu i szczerze mówiąc gdybym wiedziała, co mnie czeka, zabrałabym się za tę pozycję już dużo wcześniej. Przeczytałam i się totalnie zauroczyłam. Było w tej książce coś co mnie urzekało cały czas i po mimo tego, że nie jestem pewna na sto procent, wydaje mi się, że dużą rolę tutaj odegrali bohaterowie a zwłaszcza ten jeden główny czyli Luke. Ponad przeciętnie inteligentny dzieciak, który pewnego wieczora zasypia w swoim łóżku, w pełnym miłości domu u boku kochających rodziców, a następnego ranka budzi się w miejscu, które stanie się jego koszmarem. Gdzie każdy dzień stanie się walką o przetrwanie. Właśnie chyba jego kreacja sprawiała, że czytałam tą książkę z totalnie rozmiękczonym sercem. Chciałam aby temu chłopakowi wszystko co sobie założył się udało. Chciałam czytać o tym jak mądrze analizuje sytuację w której się znalazł, jak nie daje się oszukać i jak przeklina na wiele rzeczy w myślach. Chciałam towarzyszyć mu i jemu nabytym przyjaciołom w zmaganiach jakie czekały na nich w miejscu do którego trafili. Chciałabym go poznać osobiście i powiedzieć mu, że jestem jego fanką. 

King ma w ogóle nieprawdopodobny talent do kreacji postaci i świata przedstawionego, wszystko jest zobrazowane w taki sposób, że nie pozostawia żadnego miejsca na niedomówienia. Myślę, że dzięki temu iż książka ma 672 strony, autor naprawdę ma pole do popisu i czas aby dobrze się rozkręcić. I tak jak zdarza się w tylu stronicowych powieściach, że akcja w którymś momencie mocno siada, w moim odczuciu tutaj się to nie wydarzyło. Nie było też niesamowitych zrywów tempa. Akcja płynęła jednolicie i cały czas coś się w niej działo. To było prawie 700 stron ciągłej, ciekawej historii, której czytelnik nie chciał opuścić. Pozostali bohaterowie, pięknie dopełniają historię i poznajemy ich na tyle aby móc im kibicować. Towarzysze Luka sprawiają, że czujemy się tam jednością. Niektórych lubimy bardziej, nie których mniej, ale z zapartym tchem śledzimy losy każdego z nich w tej nierównej walce jaką przyszło im stoczyć.

Książka o której dzisiaj mówimy, nie da się tego ukryć, jest sama w sobie odniesieniem do czasów drugiej wojny światowej, a sam instytut można spokojnie porównać do obozu koncentracyjnych. Bohaterowie umieszczeni w środku, są metaforą więźniów, to co dzieje się we wnętrz ścian instytutu, odpowiada wydarzeniom rzeczywistym, przedstawionym oczywiście w literacki i bardziej przystępny sposób. Zarząd a nawet sama idea jest literackim obrazem wydarzeń minionego wieku co czym bardziej mnie rozczulało, nie tylko ze względu na fakt, że jestem Polką ale też jakoś osobiście, dogłębnie i emocjonalnie odczuwam ten temat. Dlatego bardzo cieszę się i doceniam fakt, że tak popularny autor pokusił się na stworzenie tak niesamowitej powieści która w metaforyczny sposób odnosi się do agresji i przemocy zesłanej naszej Ziemi i społeczności podczas II wojny światowej. 

Zdecydowanie nie jest to książka, którą każdy po prostu MUSI przeczytać, ale jestem przekona, że jeśli ktoś skusi się aby po nią sięgnąć, na pewno tego nie pożałuje. 

Ja odnalazłam w niej niesamowitą przygodę z pięknym, podprogowym przekazem. Żywię do niej bardzo ciepłe uczucia i serdecznie zachęcam aby ją przeczytać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#19 Wszyscy byliśmy za młodzi - Maria Lichoń

#27 Jak człowiek staje się mordercą - Richard Taylor

Boże, Beata! - Mateusz Glen