#37 Bogowie i potwory - Shelby Mahurin
"Miłość, która zniszczy świat. Miłość, która stworzy go od nowa. Ich miłość była lekiem."
"Bogowie i potwory" - To ostatnia część trylogii, o niemożliwej miłości czarownicy i łowcy czarownic.
Moja osobista relacja z tą trylogią jest nieco zawiła. Na pierwszą część trafiłam przypadkiem i bardzo szybko się w niej zakochałam. Z marszu stała się jedną z moich ulubionych książek fantasy. Zauroczył mnie humor, kreacja bohaterów i sama tematyka - bo czarownice nigdy mi się nie znudzą.
Wysoki poziom "Gołębia i węża" dał się we znaki, ponieważ przy kolejnej części, niestety zderzamy się z syndromem drugiego tomu. Na szczęście część pierwsza, urzekła mnie na tyle mocno, aby nigdy nie przestać wierzyć w sukces tej serii. Z dumą przyznaję, że się nie pomyliłam.
"Krew i miód" (część druga), to tylko małe potknięcie, bo przy okazji ostatniej części wracamy na dobre tory.
Rozpoczynamy wątkiem opętania Lou przez Nicholinę. Dziewczyna z oczywistych względów nie jest sobą, co nie daje się poznać odrazu towarzyszom podróży. Reid zmaga się z wątpliwościami na temat swojej relacji z główną bohaterką, nieświadomy, że jego ukochana, jest więźniem w swoim ciele. Dzięki temu wątkowi dostajemy się do świata Meluzyn, któremu autorka postanowiła poświęcić parę solidnych stron opisując tę krainę. Działa to zdecydowanie na plus. Chyba żadna z dotychczasowych lokacji, nie została oddana tak prezyzyjnie i ujmująco. W tej części mamy naprawdę szeroki wachlarz miejsc gdzie rozgrywa się akcja. Sama fabuła części trzeciej jest bardzo mnoga i rozmaita. Tutaj nie zatrzymujemy się nawet na chwilę. Przeskakujemy z jednego miejsca w drugie, jeden problem ewoluuje w kolejny. Nie ma miejsca na odpoczynek. Nie ma czasu wziąć oddech. Nawet nasi głowni bohaterowie w pewnym momencie przystają nad rozważaniem, czy będzie im kiedyś dane żyć w spokoju, w upragnionej stabilności.Jednak dzieje się to wszystko z gracją i zachowaniem związku przyczynowo-skutkowego.
W recenzji części drugiej wspomniałam o tym, że bohaterowie są zupełnie inni niż jak ich zapamiętaliśmy. Tutaj wracamy do postaci, które polubiliśmy na samym początku i sympatyzujemy z nimi na nowo.
I jeśli chodzi o bohaterów, chciałabym się zatrzymać przy postaci, która czytelnikowi znana jest z poprzednich tomów, jednak tutaj nabiera zupełnie nowego znaczenia, a mowa jest o Celii.
Celia jawiła nam się jako, zazdrosna i wyniosła arystokratka. Była wielka miłość Reida. Rywalka Lou i najprościej mówiąc, niezbyt miła osobowość. W "Bogach i potworach" poznajemy ją od zupełnie innej strony i odgrywa ona bardzo ważną rolę podczas rozwinięcia fabularnego. Zdarza się tak, że autorzy wprowadzają danego bohatera, tylko po to aby popchnąć fabułę do przodu. Tutaj jest zgoła inaczej. Celia jest umiejętnie i z zamysłem obsadzona w opowiadanej nam historii. Daje się ona polubić, umożliwia bohaterom pewne kwestie, które są kluczowe w ostatecznym starciu. Pojawienie się w tym tomie, jest bardzo udanym zabiegiem.
Czytając tę książkę, przepadałam w każdej stronie. Nie męczyłam się przy niej tak, jak przy poprzedniej części. Znów cieszyła mnie podróż z bohaterami do tego stopnia, że bardzo, ale to bardzo nie chciałam aby ta wędrówka się skończyła. Tym bardziej, że zakończenie nie do końca mnie satysfakcjonuje. Brakuje mi domknięcia wątku Coco i Bae a ostatni rozdział nie wybrzmiał dla mnie tak jak powinien. Po tylu trudach i przejściach, chciałabym z tymi bohaterami jeszcze trochę pobyć, ale tak po ludzku. Dodałabym jeszcze ten jeden rozdział aby w pełni móc pożegnać się z Lou, Raidem, Bae, Coco, Celią i światem czarownic.
Pomimo to, oceniam książkę bardzo pozytywnie. Jestem usatysfakcjonowana tą częścią i cieszę się, że nie zwątpiłam w cała trylogię po rozczarowującej poprzedniczce. Cała seria "Gołębia i węża" to nie kwestionowanie przyjemna lektura dla niewymagających, co nie jest w żadnym razie obelgą. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po książki Shleby Mahurin, aby przenieść się w doskonale wykreowany świat magii, uzupełniony w polityczne rozgrywki, intrygi i niesamowitą przygodę. Do świata w którym, pozornie nie możliwa miłość czyni cuda i motywuje w walce do ostatniej kropli krwi. Ja bawiłam się świetnie i nie wątpię, że każdy kto zdecyduje się wkroczyć do Caserine - również będzie.

Komentarze
Prześlij komentarz