Wichrowe wzgórza - Emily Jane Brontë
„Miłość jest siłą, która potrafi zniszczyć i zbudować jednocześnie.”
Tytuł znany z pewnością wielu z was. Uznawany za klasykę romansu co jest chyba największym kłamstwem w dziejach i mówię tutaj całkowicie poważnie. Przeżyłam swego rodzaju szok, kiedy zrozumiałam, że to nie jest historia romantyczna w tradycyjnym znaczeniu. Czy było to rozczarowujące? Absolutnie nie! Wręcz przeciwnie. Historia, którą zaprezentowała Emily Bronte tylko spotęgowała moje coraz silniejsze uczucia do klasyki angielskiej.
W skrócie, można by było powiedzieć, że powieść przedstawia skomplikowaną relację Katherine i Heatcliffa, wzorce społeczne i konwenanse społeczeństwa angielskiego XIX wieku. Ale to trochę tak, jakby nie powiedzieć nic.
Ta książka to jest swego rodzaju majstersztyk. Mnie wciągnęła praktycznie od razu. Doprawdy ciekawa konstrukcja powieści i plan wydarzeń. Mamy tu do czynienia z bardzo ciekawym zabiegiem który trzeba docenić, bowiem narracja jest pierwszoosobowa a jednak trzecioosobowa. Bohaterowie, którzy moim zdaniem kolokwialnie mówiąc - są absolutnie szurnięci ( tak w punkt szaleni ) - przedstawieni są nie przez sucho podane fakty, ale rozwijającą się, dynamiczną akcję. Ciężko się tu nudzić. Każda z postaci to naprawdę niezłe ziółko i nie ważne czy mówimy tu o głównych bohaterach czy chociażby o opiekunce Nelly. Ta książka to bomba ekspresyjna. Miłość między Katy a Heatcliffem jest obsesyjna. Przedstawienie ich uczuć jest histeryczne do potęgi i absolutnie nie jest to wadą w tym przypadku. Tutaj się bardzo dużo dzieje. Obcowanie z tym dziełem uznałabym za fascynujące. Właśnie pod względem struktury, dopracowania, świetnie zarysowanych podziałów klasowych i reali angielskiego społeczeństwa, charakterystyki bohaterów i konsekwencji jakie ciągną się przez kolejne pokolenia.
Jest to naprawdę świetna propozycja. I nie ważne czy jesteś fanem klasyki czy też nie. Strukturalnie, stylistycznie i pod każdym możliwym względem jest to książka warta przeczytania.

Komentarze
Prześlij komentarz